LOPPSI2, francuski pomysł na cenzurę przez Trojana
Francja ma oczywistą ambicję posiadania najściślej monitorowanego i “oczyszczonego” Internetu: niższa Izba parlamentu właśnie przegłosowała nowy pakiet przepisów bezpieczeństwa znany jako LOPPSI2, który jest zbiorem procedur i narzędzi bezpieczeństwa, w skład którego wchodzą rządowe wirusy komputerowe typu Trojan, masowe rejestrowanie danych obywateli (“Pericles”), oraz wymóg wobec dostawców ISP cenzurowania stron www będących na rządowych czarnych listach – cytując serwis ArsTechnica.
Niesławna dyrektywa HADOPI została wprowadzona do francuskiego prawa w zeszłym roku, ale prezydent Sarkozy nadal nie jest zadowolony; w styczniowym przemówieniu [Francuski PDF] powiedział: “Im więcej będziemy automatycznie “oszyszczać” sieci i serwery ze wszystkich źródeł piractwa, tym mniej będzie konieczne sięganie do metod narzucanych Internautom. Dlatego musimy, bez zwłoki, wypróbować filtrtowanie.”
Czyli w normalnych słowach: zainstalujemy Ci Trojana na komputerze i będziemy rejestrować wszystko co robisz w Sieci, ale to dla Twojego dobra i im więcej będziemy Cię kontrolować, tym mniej ta kontrola będzie potrzebna.
Panie Sarko, czy Pan siebie słyszy?
Naprawdę współczujemy Internautom we Francji, teraz używanie Internetu będzie jak spacer po polu minowym. Będziemy Wam w stanie pomóc, bądźcie w kontakcie.
“Ink” – film który rozkwitł na BitTorrencie
Jeśli wierzyć MPAA, RIAA i innym tego typu instytucjom, kiedy film trafi do sieci BitTorrent, to twórcy są zgubieni: nie zobaczą już z niego ani grosza, bankructwo przedsięwzięcia jest nieuniknione. Tymczasem film “Ink” pary filmowców Jamina i Kiowy Winans jakby o tym nie wiedział i odniósł sukces komercyjny właśnie na Torrencie. Stworzony przy małym budżecie ale ze świetnymi pomysłami film z gatunku urban fantasy o najemniku pojawiającym się w snach ośmioletniej dziewczynki w śpiączce nie spotkał się z zainteresowaniem studiów z Hollywood – żadne go nie chciało. Twórcy nie załamali rąk i zdecydowali się sami dystrybuować film przez swoją firmę Double Edge Films. Pomimo zdobycia kilku nagród, w tym “Best International Feature” na festiwalu filmowym w Denver, sprzedaż do kin oraz na DVD i Blu-ray była niewielka.
Aż do listopada 2009 roku, kiedy “Ink” został zpiracony i trafił na kilka serwisów torrentowych. W ciągu ok tygodnia został ściągnięty w niewiarygodnej ilości 400 000 razy, trafiając do TOP10 najpopularniejszych filmów serwisu TorrentFreak. Sukces niemożliwy do osiągnięcia w tradycyjnym modelu filmowym okazał się możliwy online. Jeśli wierzyć MPAA i tego typu instytucjom, twórcy “Ink” powinni zbankrutować – przecież ich film był dostępny za darmo w Internecie. Jednakże stało się coś wręcz odwrotnego: Internauci entuzjastycznymi recenzjami wyciągnęli film aż na 16 miejsce w rankingu IMDb, skutkując dramatycznym wzrostem sprzedaży płyt DVD i Blu-ray. W przeciwieństwie do większości szefów studiów filmowych Hollywood twórcy “Ink” postanowili docenić swoich pirackich fanów, Kiowa napisała do TorrentFreak: “Zrobiliśmy ten film w Denver z budżetem 250 tys dolarów i walczyliśmy sami przez ostatnie 10 miesięcy, żeby trafił do kin w 15 miastach. Hollywood twierdziło, że nie wiedzą jak reklamować ten film i że nie ma on potencjalnej publiczności; co uczynił BitTorrent w parę dni jest dowodem, że Hollywood się myli.”
Niemiecki magazyn Gulli.com przeprowadził wywiad z twórcami “Ink”, którzy wyrazili swoje zaszokowanie takimi wiadomościami i nowym kręgiem fanów. Kiowa wyjaśniła, że osiągnęli komercyjny sukces nie tylko dzięki sprzedaży płyt DVD i Blu-ray, ale także dzięki hojnym darowiznom od Internautów z całego świata, którzy wpłacają dobrowolne datki przez konto paypal na stronie Double Edged Films: “Jeśli obejrzałeś ten film online za darmo i chciałbyś nas wspomóc jak możesz, kliknij tu”. ”Ink” jest dostępny na serwisach Netflix, Blockbuster, iTunes – oraz BitTorrent oczywiście. Jeśli obejrzeliście go za darmo, zachęcamy do wsparcia twórców.
Wiadomość z tego jest całkiem jasna: Filmowcy, nie bądźcie zakładnikami dużych studiów filmowych! Twórzcie filmy, publikujcie je online i zobaczycie, co się stanie..
Po debacie z Premierem – Rejestru na razie nie będzie
Po wczorajszej debacie z Internautami Premier przyznał, że “nie czuje się do końca przekonany przez środowiska związane z internetem, ale rejestr stron zakazanych prawdopodobnie zniknie z projektu ustawy”. Donald Tusk stwierdził, że “”Pedofilia nie jest naszym alibi. Prace nad rejestrem zostaną zamrożone, do czasu porozumienia pomiędzy rządem a przedstawicielami społeczeństwa internautów. Ustawa w części hazardowej będzie biegła możliwie szybko, jednak kwestia Rejestru Stron Niedozwolonych będzie +wyjęta+ z tej ustawy”. Szczegółowe podsumowanie na stronie Gazety.
Jak jest podkreślane przez przedstawicieli rządu, internauci nie będą odcinani od Sieci. Upf? Pożyjemy, zobaczymy..
Jesteś przeciw cenzurze Internetu? To na pewno jesteś pedofilem
Czytając kolejne głosy w sprawie przyjętej w styczniu ustawy hazardowej i wynikającej z niej cenzury polskiego Internetu (pisaliśmy o tym) nie można się oprzeć wrażeniu, jak wielką manipulacją jest włączenie do ustawy w zupełnie przedmiotowy sposób kwestii pornografii dziecęcej jedynie po to, żeby jej przeciwnikom przyprawić gęby pedofilów i zboczeńców: “Jak to, nie popierasz ustawy chroniącej dzieci przed pornografią?!?”
Tymczasem hazard online z dziecięcą pornografią czy phishingiem ma guzik wspólnego. Chodzi wyłącznie o dochody Państwa z podatków od hazardu, których wirtualne kasyna nie odprowadzają. Pisze o tym p. Jakub Śpiewak, Prezes Fundacji Kidprotect.pl na swoim blogu. Więcej informacji znajdziecie też na blogu Piotra Waglowskiego VaGla.pl, gdzie zajmuje się prawnymi aspektami internetu i społeczeństwa informacyjnego.
To naprawdę karygodne, że tak poważny problem ochrony dzieci politycy cynicznie wykorzystują w rozgrywce o kasę. I to rozgrywce głupiej, ponieważ każdą cenzurę Internetu da się obejść, a kosztami tego “przedsięwzięcia” Państwo chce obciążyć dostawców Internetu. Czyli nas, podatników, ponieważ nie znam firmy, która podwyżki swoich kosztów nie przerzuci na Klientów. Tym bardziej głupiej, że polityk któremu się wydaje że może decydować o tym co jego wyborcy mogą, a czego nie, szybko się przekona podczas następnych wyborów, jak ekspresowo pozbawią go te złudzenia stołka.
Premier Tusk nie docenił sprzeciwu społecznego, jaki ta ustawa wzbudziła i obiecał debatę z Internautami, która odbędzie się 5-go lutego o 14.00. Jeśli interesuje Cię ta sprawa zapraszam na stronę zapytajpremiera.pl, gdzie debata będzie transmitowana.
Tak na koniec, gdzie jest nasz osławiony obrońca Rzecznik Praw Obywatelskich? Dlaczego dr Janusz Kochanowski nie protestuje przeciw tak jawnej ingerencji Państwa w konstytucyjne swobody obywatelskie? No tak, jest zajęty pozywaniem Polski do sądu o szczepionki, na które wyrzuciliśmy za mało pieniędzy.
ISP wygrywa w sądzie ze studiami z Hollywood
Australijski ISP iiNet został w zeszłym roku pozwany przed sąd przez AFACT, Australian Federation Against Copyright Theft – australijską feredację przeciw kradzieżom własności intelektualnej, która reprezentuje większość ze studiów nagraniowych Hollywood: Village Roadshow, Universal Pictures, Warner Bros Entertainment, Paramount Pictures, Sony Pictures Entertainment, Twentieth Century Fox Film Corporation, Disney Enterprises, Inc. oraz Seven Network. Firma iiNet została oskarżona o nie podejmowanie działań zapobiegających ściąganiu materiałów chronionych prawami autorskimi przez swoich Klientów przez sieć BitTorrent.
Sędzia Cowdroy wydając werdykt na korzyść iiNet podkreślił, że jakkolwiek rzeczywiście prawa autorskie zostały naruszone, dostawca internertu nie autoryzował tych działań. Podał bardzo dobry przykład: usługa ISP jest w swojej istocie bardzo podobna do usługi poczty: polega na wysyłaniu i odbieraniu pakietów Klientów, a nie jest odpowiedzialna za ich zawartość, która jest prywatną sprawą Klienta.
Nie popieramy piractwa, ale sprzeciwiamy się stanowczo praktykom studiów nagraniowych widzących w każdym złodzieja, a nie robiących nic, żeby wyeliminować piractwo: gdyby fimy i muzyka były dostępne w sieci w przystępnych cenach i łatwe do nabycia, nakład wysyłku na ich odszukanie w pirackiej formie przestałby mieć sens. Tymczasem studia nagraniowe czy agencje chroniące prawa autorskie domagają się wprowadzenia totalnego monitorowania Internetu pod pozorem ochrony praw autorskich. Tylko czekajmy aż ktoraś z nich opatentuje pomysł nucenia pod prysznicem – z dnia na dzień wszyscy staniemy się przestępcami.
Transmisja danych w sieci jest tak samo poufną i prywatną sprawą jak rozmowa telefoniczna – a jednak wiele firm i instytucji to robi nie kryjąc się z tym, dlatego że jest to łatwe: do sieci może mieć dostęp każdy, dostęp do infrastruktury telekomunikacyjnej wymaga zgody Operatora. Dlatego należy we własnym interesie monitorować jakie informacje o nas są bez naszej wiedzy odczytywanie z naszego komputera podczas surfowania w sieci, ponieważ są o wiele łatwiej dostępne od treści rozmowy telefonicznej.
Ciekawostką jest postawa portalu Gazeta.pl, która najpierw jako jedna z pierwszych podała informację o wygranej iiNet w sądzie, po czym.. usunęła cały artykuł po kilku godzinach. Cenzura? Ale w sieci nic nie ginie, został ślad w FriendFeed:
Strony:
Fatal error: Call to undefined function SEO_pager() in /homez.195/ipretori/www/ipretorian/wp-content/themes/ipretorian-pl/archive.php on line 49
